Kategorie
Blog

Przeczytaj fragment: „Młody z Hollywood. Skąd wziął się najokrutniejszy gang świata Mara Salvatrucha 13”

Młody z Hollywood. Skąd wziął się najokrutniejszy gang świata Mara Salvatrucha 13 to reportaż o przestępczej grupie zorganizowanej terroryzującej Salwador. Bracia Martínezowie zastanawiają się w nim, dlaczego gangi są dla wielu Salwadorczyków sposobem na życie, co jest źródłem przemocy i wreszcie – jaką rolę w destrukcji salwadorskiego państwa odegrały Stany Zjednoczone.
Juanowi José udało się przeniknąć do struktur Mara Salvatrucha 13, w efekcie czego możemy przyglądać się funkcjonowaniu gangu od środka. Krytyka zagraniczna uznała Młodego z Hollywood za wzór reportażu literackiego.

Bohaterem tej książki jest Miguel Ángel Tobar, tytułowy Młody z Hollywood, płatny morderca na usługach najokrutniejszego gangu świata – Mara Salvatrucha 13. Działalność Tobara kosztowała życie dziesiątki ludzi na salwadorskiej prowincji, ale by opowiedzieć jego historię, należało poznać więcej niż akta sądowe kolejnych spraw. Na mroczną „karierę” Młodego wpłynęły globalne procesy i mechanizmy wprawiane w ruch przez urzędników w Stanach Zjednoczonych i Salwadorze przez cały XX wiek. Jego wyobraźnią rządziły popkulturowe mity. On sam wiedział o tym mało albo zgoła nic. Zresztą ta wiedza na wiele by się nie zdała – los jego i setek jemu podobnych został przesądzony na długo przed ich narodzinami.

Zachęcamy Was do lektury odautorskiej przedmowy reportażu w tłumaczeniu Tomasza Pindla.

Przedmowa autorów

Niniejsza książka zasadniczo opowiada o odpadkach. Tych, które potężna maszyneria Stanów Zjednoczonych Ameryki wyrzuca co jakiś czas poza swoje granice. O odpadkach wydalonych do Salwadoru, kraju będącego czymś w rodzaju maszynki do mięsa. Tyle że tu chodzi o ludzi, którzy żyją jeszcze długo po tym, jak zostaną przemieleni. Po pewnym czasie efekty ich działań znów zaczynają oddziaływać na tryby machiny, która ich zmiażdżyła, a potem wypluła. Nasza książka opowiada o tym, jak te dwa kraje obchodzą się ze swoimi odpadkami.

Historia Miguela Ángela Tobara to znakomity przykład tego, jak globalne procesy wpływają na niezliczone mikroskopijne historie. Miguel Ángel był sicario, bezlitosnym płatnym zabójcą na usługach gangu Mara Salvatrucha 13. Człowiekiem, który dzięki swoim pięćdziesięciu zabójstwom zys­kałby w Stanach mroczną sławę i dołączyłby do klubu seryjnych morderców, o jakich kręci się programy dla telewizyjnych kanałów historycznych. Jednak jego życie i jego zbrodnie rozgrywały się gdzie indziej: w upalnej i wilgotnej zachodniej części Salwadoru. Nigdy nie nauczył się nawet słowa po angielsku ani nie spędził nawet dnia w Los Angeles, gdzie narodziły się gangi, nie umiał też poprawnie wymówić nazwy swojej grupy. „Holi–łu”, mówił. A jednak to właśnie wydarzenia z wielkiego kraju na północy naznaczyły jego życie oraz tych, którym życie odebrał. Naznaczyły jego życie, a tym samym zadecydowały o śmierci dziesiątek osób.

Miguela Ángela poznaliśmy właściwie przypadkiem, w trakcie dziennikarskiego śledztwa dla portalu ­elfaro.net, dotyczącego gangów i ich przywódców. Interesowało nas, jak lider może wprowadzić swoją grupę w świat przestępczości zorganizowanej. Rozmawialiśmy ze zwykłym policyjnym śledczym, Gilem Pinedą, i w pewnym momencie wypowiedział on do podwładnego zdanie, które miało zmienić nasze życie na najbliższe kilka lat: „Posterunkowy, proszę przyprowadzić Młodego”. Po chwili w drzwiach nędznego komisariatu ukazał się szczupły chłopak o skośnych oczach, w zbyt luźnej koszuli i rastafariań­skiej czapce. Nie taki obraz członka gangu zakorzeniły media w zbiorowej wyobraźni – oczekiwaliśmy raczej wygolonego i wytatuowanego od stóp do głów typa. Uścisnęliśmy sobie szybko dłonie, przeszliśmy na drugą stronę ulicy i usiedliśmy przed jego domem na plastikowych i rozchybotanych krzesłach. Gadaliśmy wiele godzin. Opowiedział nam swoje życie, ­odkąd tylko pamiętał. Mówił o tym, jak był wystraszonym chłopakiem, który próbował zabijać dorosłych mężczyzn. Poznaliśmy Lorenę, jego żonę, oraz Marbely, jego malutką, niedożywioną córkę. Od tamtego dnia odwiedzaliśmy go regularnie. Zagłębialiśmy się w jego opowieści i zestawialiśmy je z innymi źródłami, takimi jak policyjne raporty, archiwa prasowe, świadec­twa innych członków gangów (aktywnych bądź w stanie spoczynku), policjantów, sędziów, prokuratorów, członków rodziny Młodego, ofiar, lekarzy sądowych. Spotykaliśmy się z nim, kiedy zrezygnował z marnej ochrony salwadorskiego państwa przysługującej mu jako świadkowi koronnemu i patrzyliśmy, jak kręci się między trzcinowis­kami, jak walczy, poluje i zbiera plony niczym człowiek z neolitu. Widzieliśmy, jak wpada w rozpacz, jak chudnie z głodu mimo swojego statusu prawnego, jak zastanawia się, czy nie zacząć znów kraść albo zabijać, żeby wykarmić rodzinę.

Z czasem zrozumieliśmy, że życie Miguela Ángela to coś więcej niż tylko brutalna historia członka gangu. Żeby opowiedzieć o sicario, nie wystarczy mówić o tym, jak strzelał i gdzie przyszedł na świat. Z upływem miesięcy i lat zdawaliśmy sobie coraz wyraźniej sprawę, że na życie tego człowieka wpływ miały procesy globalne, ogólnoświatowe zjawis­ka, o których nie miał pojęcia. Pojęliśmy, że jego możliwości podejmowania decyzji czy „ustawienia się” zawsze były bardzo ograniczone. Zawsze krępowały go mechanizmy, na które nie miał wpływu, wprawiane w ruch przez urzędników w Stanach Zjednoczonych i w Salwadorze przez cały XX wiek.

Tak naprawdę życie Miguela Ángela zawsze było mocno ograniczone, zawsze coś go hamowało, choć on o tym nie wiedział. Był dziec­kiem długich i bardzo krwawych procesów – to one zdecydowały o tym, kim się stał. Dlatego niektóre rozdziały tej książki opisują rzeczywistość dekady przed jego przyjściem na świat albo tysiące kilometrów na północ od miejsca jego urodzin. Niewiedza o tych zjawis­kach zrobiła z niego człowieka naiwnego, a nawet przesądnego. Jego los był też efektem podstępnych spis­ków i knowań. Miguel Ángel okazał się odpadkiem zebranym przez organizację przestępczą składającą się z innych ­odpadków.

Miguel Ángel działał, nie mając pojęcia o wielu sprawach. Ale ludzie są jak obrazy o różnych odcieniach i barwach. Czasami Miguel Ángel okazywał się człowiekiem bardzo refleksyjnym, zupełnie jakby przeżył niejedno życie. Miewał ciekawe spostrzeżenia i wygłaszał interesujące opinie na temat swojej sytuacji i tego, co zadecydowało o kolejach jego losu. Jednak nade wszystko, pomimo całej swojej brutalności i obranych strategii przetrwania, był człowiekiem szczerym. Miguel Ángel nie okłamał nas nigdy, choć przecież mógł. A przynajmniej nigdy nie przyłapaliśmy go na kłamstwie. Weryfikowaliśmy jego opowieści, zestawiając je z innymi źródłami, i zawsze wszystko się zgadzało. Nawet kiedy to, o czym mówił, wydawało się niemożliwe, znajdowaliśmy jakiś dokument czy relację potwierdzające słowa zabójcy. Do dziś zastanawiamy się dlaczego. Miguel Ángel nigdy nie prosił nas o pieniądze czy jedzenie. Nigdy nie poprosił o żadną przysługę. Po prostu opowiadał. Przez te trzy lata naszej znajomości odpowiedział na każde nasze pytanie. Kiedyś przez dwie godziny szedł przez terytorium wroga, uzbrojony w maczetę i ręcznej roboty garłacz, tylko po to, żeby z nami pogadać. Opowiadał nam o swojej przeszłości z takim żarem, z taką pasją. Mówił też o swoich nadziejach, koszmarach, strategiach, błędach. Odsłaniał przed nami złożony ogląd świata członka wiejskiego gangu. Cierpliwość i czas pozwoliły nam go jako tako zrozumieć i dlatego teraz mamy odwagę rzucić światło na jego życie. A żeby dobrze je naświetlić, wolimy raczej pokazywać, niż mówić. To książka napisana w myśl zasad reportażu literac­kiego. Próbujemy otwierać okna, żeby czytelnik mógł przez nie wyjrzeć. Mimo że to, co się znajduje po drugiej stronie, przyjemne nie jest.

Łatwo i efektownie byłoby spojrzeć na życie tego człowieka przez lornetkę, z oddali. To, co zobaczylibyśmy w ten sposób, robiłoby wrażenie: krwawe zabójstwa, mroczne rytuały, maczety, pistolety, kule i rany. Tyle że tego wszystkiego jest pełno w tym najbardziej zabójczym kraju świata. Postanowiliśmy zatem spojrzeć na życie Miguela Ángela przez lupę, prześledzić je, wykryć ś­lady, tropy, znaki, pokazać całą tę przemoc z bliska. Bo wyjaśnień – nie usprawiedliwień – zasadniczo nam brakuje.

Pomysł, by zjednoczyć nasze autorskie siły, nie wziął się tylko stąd, że łączy nas znajomość pewnego rodzaju zjawisk i procesów społeczno-kulturowych, którymi zajmujemy się od dziesięciu lat. Wziął się również z tego, że chcieliśmy połączyć różne warsztaty – etnografa i dziennikarza – oraz dwa sposoby postrzegania rzeczywistości. Obaj podejmowaliśmy, choć z różnych intelektualnych pozycji, próby zrozumienia źródeł przemocy, przez którą nasz kraj zys­kał wielką i mroczną sławę. Obaj badaliśmy gang Mara Salvatrucha 13. Rozmawialiśmy z dziesiątkami jego członków, wrogów, ofiar, z dziesiątkami śledczych. Żyliśmy z nimi wszystkimi przez ponad rok, spędziliśmy z nimi długie godziny w celach koszmarnych więzień Gwatemali, Salwadoru, Hondurasu, Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Towarzyszyliśmy tym, którzy uciekają przed okrucieństwem tej organizacji w całym Meksyku i w wielu miastach w Stanach Zjednoczonych. Każdy z nas na własną rękę, aż poznaliśmy Miguela Ángela – razem, tego samego dnia, w miejscowości El Refugio. I od tamtego czasu mnós­two razy wracaliśmy w jego rodzinne strony, w miejsca, gdzie zabijał i gdzie umarł.

Książka ta wcale nie jest poświęcona tylko jednemu płatnemu zabójcy na usługach największego gangu świata – jedynej pandilli na czarnej liście amerykań­skiego Departamentu Skarbu – który regularnie powraca w płomiennych przemowach Donalda Trumpa i który działa w każdym regionie Salwadoru. Ta książka to tak naprawdę próba zrozumienia i wyjaśnienia, co się dzieje na zapleczu Stanów Zjednoczonych. „Shithole”, powiedział kiedyś Trump, jakby te miejsca, które rządzący tacy jak on stworzyli i zniszczyli, znajdowały się gdzieś daleko.

To historia czegoś olbrzymiego. Opowieść o czymś potwornym, ponadnarodowym. Nasza książka traktuje o historii przemocy, która wciąż trwa, jest żywa, pulsuje i rośnie, zagarnia nowych, przekracza granice państw. To ogromna i mało rozumiana historia, tutaj pokazana z perspektywy życia zwykłego człowieka, zapomnianej jednostki, kogoś takiego jak tysiące innych. To, co mikroskopijne, pozwala zrozumieć to, co globalne.

Bierzemy odpadek odpadków i staramy się użyć go jako klucza do zrozumienia historii. Trzymamy się tego brutalnego zdania, które powiedzieliśmy Miguelowi Ángelowi, obiecując mu szczerość.

– Dlaczego chcecie opowiedzieć moją historię? – zapytał kiedyś w zapadłej wsi, w której się urodził, lata po tym, jak się poznaliśmy.

– Bo uważamy, że twoja historia jest ważniejsza od twojego życia – odparliśmy z przykrością.

Mamy nadzieję, że staniemy na wysokości zadania.

Bracia Martínez d’Aubuisson

28 lutego 2018